środa, 30 kwietnia 2014

Browar Gontyniec

 

Na prośbę jednego z czytelników dziś o Browarze Gontyniec.

Opinia czytelnika:
"Chciałbym natomiast zaproponować Panu analizę moim zdaniem atrakcyjnej spółki, mianowicie Gontyniec - lokalny browar z Czarnkowa. C/Z 2,5 ! C/WK 0,73.
Obecnie trwają przenosiny produkcji z Czarnkowa do Kamionki (zmniejszenie kosztów produkcji - mniej osób potrzebnych do obsługi linii produkcyjnej). Natomiast browar w Czarnkowie ma być rewitalizowany a obok ma powstać część handlowo-usługowa oraz hotelowo-restauracyjna (strona 23 raportu)
I kw 2014 będzie obciążony utrudnieniami w produkcji z powodu przenosin, tym tłumaczę obecna przecenę spółki. Martwi mnie jedynie niska cena nominalna 10 groszy na akcje oraz tragiczny FF"

A teraz ja:

Quercus TFI - jak prognozować wynik


Quercus TFI  zazwyczaj jako pierwszy publikuje wyniki kwartalne. Wynika to z tego, że przychody i koszty są łatwe do policzenia praktycznie od razu po zakończeniu kwartału. W miarę łatwo jest również zrobić prognozę wyników w kolejnych okresach. Już teraz z dużym przybliżeniem można wyliczyć zysk tego TFI w II kwartale. Pozycje w rachunku zysków i strat są powtarzalne i dopiero na koniec roku następuje jednorazowe księgowanie tzw. "success-fee" oraz premii dla zarządzających.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Podatki trzeba płacić

Koniec kwietnia, więc czas na zrobienie PIT-a, wysłanie do US i ewentualną zapłatę podatku. Wiadomo, że Ci, którzy muszą dopłacić robią to na ostatnia chwilę, więc pitologia trwa, a zapewne jutro będzie jej kulminacja.
Dla inwestorów giełdowych szczególnie istotny jest PIT-38.  O ile w pozostałych zeznaniach można robić jakieś odliczenia, to tu nie ma zmiłuj się,  19% od zysku i koniec.
I tu mam mieszane uczucia, bo zrobienie przelewu całkiem sporej kwoty, którą musiałem wcześniej przygotować boli, ale z drugiej strony jest to jednak jakiś dowód na to, że był spory zysk w 2013 r.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

PMI - upadły król wraca

Wydawało się to już niemożliwe, a jednak akcje Precious Metals Investments SA (PMI) wracają do obrotu. To była historia, którą emocjonowali się spekulanci newconnectowi. Szybka droga od zera do bohatera, a potem od króla do ciula (mówię o postrzeganiu spółki). Po bałaganie, który w pewnym momencie nastąpił, akcje zostały zawieszone i trudno było mi uwierzyć, że jeszcze wrócą na nasz wesoły parkiet, ale stało się. A więc czas na spekulacje, chętni na pewno się znajdą :)

piątek, 25 kwietnia 2014

Bipromet - po trzęsieniu ziemi


Ostatnie miesiące w Bipromecie to trzęsienie ziemi. W grudniu 2013 r. po 10 latach rządzenia spółką zawieszony został z ważnych powodów w czynnościach Prezes Tadeusz Baj. A miesiąc wcześniej zrezygnował drugi Członek Zarządu Marek Kacprowicz. Tym samym od grudnia jest całkowicie nowy zarząd. Odsunięcie prezesa, która przez tyle lat władał spółką zawsze jest jakimś przełomem i taki zapowiada się w Bipromecie.
Na początek nastąpiło czyszczenie bilansu, co doprowadziło do wygenerowania w 2013 r. skonsolidowanej straty -1,9 mln zł (raport roczny).  Kurs od listopada 2013 r. zjechał o 37%.  Były Prezes T. Baj posiadał blisko 200 tys. akcji (ok. 3% w akcjonariacie). Czy to sprzedaż jego akcji wpłynęła na taki spadek?
 

Bipromet powstał w 1950 r. jako Biuro Projektów Przemysłu Metali Niezależnych w Katowicach. Jest to przedsiębiorstwo inżynieryjno-budowlane specjalizujące się w projektach dla przemysłu metali nieżelaznych i ochrony środowiska. W 2007 roku Bipromet debiutował na giełdzie, a w 2010 r. większościowym akcjonariuszem (66% akcji) został KGHM SA, co było kluczowym wydarzeniem w historii spółki. Podobno jednym z motywów zakupu była posiadana przez Bipromet dokumentacja budowy kopalń KGHM. Od tego czasu Bipromet realizuje głównie zadania dla KGHM, a udział KGHM w aktualnych zamówieniach to aż 94%.
Prezes Baj w poprzednich latach prezentował politykę sukcesu podkreślając wysoki portfel zamówień i posiadanie unikalnych kompetencji (wywiad1, , wywiad2, artykuł). Niestety słowa te nie korespondowały z wynikami - można powiedzieć, że pracownicy mieli dobrze, bo było sporo roboty, ale gorzej akcjonariusze - przychody spadały, a zyski nie rosły. Bipromet podjął się gigantycznego dla nich kontraktu - Program Modernizacji Pirometalurgii w Hucie Miedzi "Głogów", który pochłonął praktycznie wszystkie zasoby spółki. Krótko mówiąc Bipromet w pewnym momencie przestał pozyskiwać nowe kontrakty, a Arcelor Mittal, US Steel i projekty zagraniczne to już tylko miłe wspomnienia.
Nowy prezes zapowiada powrót do zarzuconych przez poprzednika akwizycji nowych projektów.



W przychodach spółki aż 21,4 mln zł to wycena kontraktów długoterminowych, które nie zostały jeszcze zafakturowane, a powiększają rozliczenia międzyokresowe. Oznacza to, że dopiero po wystawieniu faktur pojawi się zysk z tych kontraktów, a tym samym w 2014 r. można oczekiwać poprawy rentowności w sprawozdaniach.
Jednocześnie w poprzednim roku została ogłoszona likwidacja spółki zależnej PBK SA, która obciążała istotnie wyniki skonsolidowane. W tym roku można raczej oczekiwać, że w efekcie likwidacji majątek spółki zależnej będzie większy od jej wartości w księgach, co powinno poprawić zysk Biprometu.
Ostra przecena akcji Biprometu zmniejszyła kapitalizację do 28 mln zł, co daje obecnie C/WK=0,52. 
Trzeba jednak pamiętać, że ok. 50 mln zł w aktywach to nieruchomości w Katowicach i Chorzowie, z czego aż 36 mln zł klasyfikowane jest jako nieruchomości inwestycyjne nie wykorzystywane do podstawowej działalności spółki.
W akcjonariacie w kwietniu ponad 5%  osiągnął Capital Partners.

Podsumowanie
Wszystko wskazuje na to, że po trzęsieniu ziemi jaką była końcówka 2013 r. Bipromet ma szansę na odbudowę.

środa, 23 kwietnia 2014

Hussar Gruppa

 
Chyba każdy, kto inwestuje w obligacje korporacyjne zetknął się z ofertą publiczną obligacji HUSSAR GRUPPA SA. 3 lata, bez zabezpieczeń, wprowadzenie na Catalyst, oprocentowanie 8,5%.
Grupa zajmuje się transportem samochodowym ciężarowym, pomocą drogową, likwidacją szkód na zlecenie, reklamą na ciężarówkach oraz sprzedaje własne produkty, które pomagają w przypadku drobnych problemów w trasie (sklejanie plandeki, szyb, likwidacja wycieków).
Hussar posiada 7 mobilnych jednostek naprawczych obsługując trasy w Europie Zachodniej o zasięgu Berlin-Madryt- Leeds - Mediolan. Naprawy dokonywane są w miejscu zdarzenia, co pozwala od razu kontynuować trasę uszkodzonej ciężarówce. Centrum naprawcze i magazyn części znajduje się w Belgii.

Hussar Gruppa to firma rodzinna, w której akcjonariusze, Zarząd i Rada Nadzorcza są ze sobą powiązani i wywodzą się z rodziny Kąkolewskich. I jest to raczej pozytywna informacja, bo można zakładać, że rodzina będzie dbała o swoje "dobra rodowe". Aktualnie większościowym akcjonariuszem i Prezesem spółki jest Konrad Kąkolewski, który od 2012 roku jest CFO w GetBack - nowym przedsięwzięciu Leszka Czarneckiego. I tu nasuwa się od razu pytanie, czy ktoś pracujący w grupie Leszka Czarneckiego będzie miał czas na zarządzanie swoim biznesem.

Branża transportowa uważana jest za trudną. Walka konkurencyjna i zatory płatnicze są tu chlebem powszednim (O zatorach). Na tym tle wyniki Hussar-Gruppa można uznać za rewelacyjne.
Przychody w 2013 r. wzrosły o 33% (do 18,86 mln zł), a zysk netto o 10% (do 3,5 mln zł). Spółka w 2014 r. oczekuje dalszego wzrostu skali działalności i wzrostu wyniku. 
Dużą rysą jest jednak opinia audytora do raportu rocznego za 2012 r. (niestety brak zaudytowanych danych za 2013 r.). Informacja ta (m.in. tu: blog) zapewne wpłynęła negatywnie na potencjalnych inwestorów, dlatego spółka słusznie szybko zareagowała publikując własne wyjaśnienia do uwag audytora (odpowiedź spółki). Szokująco wyglądająca opinia audytora w świetle wyjaśnień spółki wskazuje na konflikt pomiędzy audytorem i spółką, przede wszystkim chyba o to, kto miał pokryć koszty wyjazdu do magazynu w Belgii, ale też na niedopełnienie przez spółkę standardowych czynności przy audycie. Szkoda, że takie coś się pojawiło. To zmusza do zastanowienia się i przyjęcia większego marginesu ryzyka. Przydałby się pozytywny audyt za 2013 r., ale go jeszcze nie ma. Z drugiej strony wyjaśnienie spółki, że brak weryfikacji należności jest wynikiem braku woli czy środków u audytora na wyjazd do Belgii mnie nie przekonuje, bo weryfikacja należności polega na wzajemnym potwierdzeniu sald pomiędzy przedsiębiorcami, a nie oglądaniem magazynu. Cóż, zazwyczaj prawda gdzieś leży pośrodku.
Ogólnie należności to duża bolączka branży transportowej. Spółka sama wskazuje, że "należności o wiekowaniu powyżej 1 roku są powszechne w przypadku branży transportowej". Warto jednak podkreślić, że tu należności są niższe niż w 2012 r. pomimo wzrostu sprzedaży, a także kwota 7 mln zł przy przychodach 18,86 mln zł i zysku 3,5 mln zł nie jest dramatycznie wysoka. Na koniec 2013 r. wskaźnik zadłużenia wynosił tylko 43%. Gorzej jednak będzie wyglądał, gdy emisja dojdzie do skutku i spółka pozyska 10 mln zł długu. Wskaźnik wzrośnie do 61%, co i tak nie jest jeszcze poziomem zatrważającym.
Wydaje się, że strategia spółki związana jest właśnie z problemami płatniczymi w tej branży. Czytamy, że spółka chce pozyskać aż 750 mln zł długu z rynku transportu dla GetBack. To pokazuje skalę problemów w branży transportowej. Natomiast prowizja za pośrednictwo, bez ryzyka u siebie, to bardzo przyjemna rzecz, ale mam wrażenie, że nie została ona ujęta w prognozie wyników za 2014 r. 
Inna sprawą jest rozpoczęcie nowej działalności tj. udzielanie pożyczek gotówkowych. Jest to cel zawarty w grupie transport, ale de facto to coś nowego - zapewne odpowiedź na trudności płatnicze przewoźników - szczególnie tych małych prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. I obawiam się, że to niestety właśnie jest rzeczywisty główny cel tej emisji obligacji. Na razie strona Hussar-Finance jest pusta (link).

Podsumowanie
Bardzo dobre wyniki w branży, która ma sporo problemów dobrze świadczy o Hussar-Gruppa SA. Jest to firma rodzinna, która zapowiada dalsze wzrosty m.in. dzięki pozyskaniu środków z obligacji. Są też pewne znaki zapytania - dla mnie największym chęć udzielania pożyczek gotówkowych. Mimo wszystko patrząc na różne emisje z przeszłości - widać tu realny biznes, który przynosi zyski.

wtorek, 22 kwietnia 2014

MAŁKOWSKI - MARTECH po potknięciu się o Stadion Narodowy

 
Małkowski - Martech (MMA) to spółka, która prawie przewróciła się przez Stadion Narodowy. Rok 2012 był dla niej ciężki. Udział w budowie naszego nowego symbolu narodowego zakończył się brakiem płatności i koniecznością zawiązania rezerw na należności (0,9 mln zł) tj. zapłatę od  konsorcjum Alpine-Hydrobudowa. W 2012 r. pierwszy raz w historii spółka zaliczyła stratę i to sporą -2,2 mln zł.
Na szczęście kolejny rok był już znacznie lepszy i po otrzymaniu zapłaty za stadion od Narodowego Centrum Sportu zysk w 2013 r. wyniósł 1,47 mln zł. Należy jednak pamiętać, że jest to wynik powiększony przez zdarzenie jednorazowe, jakim było rozwiązanie rezerw (0,87 mln zł) na  należności objęte wcześniej odpisami aktualizującym. Poprzedni rok był dla spółki pozytywny, jednak ciągle jeszcze widać rany powstałe we wcześniejszych okresach. Wymownym znakiem trudności przez jakie przechodziła spółka jest zdanie z listu Prezesa do akcjonariuszy w raporcie rocznym za 2013 r. (raport) "Obecnie Spółka ... na bieżąco reguluje swoje zobowiązania finansowe".

Małkowski-Martech to producent biernych zabezpieczeń przeciwpożarowych (bram, drzwi, kurtyn). Spółka uznaje się za lidera swojej branży. Lista realizacji jest imponująca (realizacje) : Stadion Narodowy w Warszawie, Stadion Miejski we Wrocławiu, stadion Legii, Lecha, Wisły, Cracovii, Teatr Dramatyczny w Warszawie, Stary Browar w Poznaniu, Galeria Łódzka, Magnolia Park we Wrocławiu i gazoport w Świnoujściu (7 mln zł - 32% zrealizowane w 2013 r., zakończenie planowane w połowie br.). Sporo znanych obiektów. Jak widać na spółkę ma wpływ koniunktura w budowie obiektów publicznych i komercyjnych.



Spółka w ostatnich 3 latach osiągnęła ok. 28 mln zł przychodów. Jednak po dobrym 2010 i 2011 roku rentowność MMA załamała się. Po katastrofalnym 2012 r. także w 2013 r. rentowność nie wróciła do poprzedniego poziomu, a spółka w dalszym ciągu ma trudność z uzyskaniem istotnego zysku na realizowanych kontraktach.
Przepływy operacyjne w 2013 r. wyniosły 5,4 mln zł, co poprawiło płynność, a poziom środków na koniec roku wynosił 1,8 mln zł. Niestety znaczna część (1,2 mln zł) to zablokowane lokaty zabezpieczające udzielone gwarancje bankowe. Spółka zapowiada próbę zwolnienia połowy tych środków w tym roku.
Niepokojąco wzrosły należności z 7,4 mln zł do 9,7 mln zł, z tego 1,2 mln zł jest przeterminowana. Zaskakujące jest też to, że spółka posiada przeterminowane zobowiązania 1,0 mln zł. W raporcie za IV kwartał 2013 r. możemy znaleźć wyjaśnienie, że wzrost należności wynika z zakończonych prac w ostatnich miesiącach roku, a faktura za prace przy gazoporcie na kwotę ponad 2 mln zł została zapłacona w styczniu. Zaległe zobowiązania miały zostać spłacone do końca lutego.

C/Z=4,7 (należy jednak pamiętać o tym, że wynik 2013 r. został powiększony jednorazowym zdarzeniem)
C/WK=0,62

Podsumowanie
Po ciężkim 2012 r., w którym spółka poniosła stratę ponad 2 mln zł i utraciła płynność finansową, kolejny rok był dużo bardziej udany i nastąpiła poprawa sytuacji. Jednak w dalszym ciągu spółka zmaga się z niską rentownością i słabą płynnością. Dopiero kolejne sprawozdania pokażą, czy te trudności zostały pokonane i pojawią się powtarzalne zyski.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Krakchemia - czego nie widać, a rynek już wie


Krakchemia to największy dystrybutor granulatów tworzyw sztucznych oraz znaczący folii opakowaniowych (to z listu Prezesa do akcjonariuszy). Nalezy do grupy Alma Market, czyli Jerzego Mazgaja. Spółka jest autoryzowanym przedstawicielem firmy Basell Orlen Polyolefins Sp. z o.o. oraz LyondellBasell Industries, światowego lidera i producenta poliolefin. 
Mówiąc bardzo pobieżnie - granulaty to takie małe kuleczki, z których potem poprzez wtrysk lub wytłaczanie robi się folie i różne przedmioty z tworzyw sztucznych tzw. plastiki. (Przepraszam fachowców za to zdanie). A że wykorzystujemy coraz więcej  rzeczy z tworzyw sztucznych, to i przychody Krakchemii rosną.
Krakchemia jako dystrybutor jest de facto pośrednikiem (hurtownią) pomiędzy producentem granulatu, a producentem przedmiotów z tworzyw sztucznych. Stąd marża jaką realizuje na sprzedaży nie może być wysoka.

Wyniki
W 2013 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 583 mln zł (+9% r/r), zysk operacyjny 10,0 mln zł (-32%), a zysk netto 9,0 mln zł (-12%). Prezes tłumaczy gorszy wynik niekorzystnymi trendami cenowymi. Zmiany cen granulatów można sprawdzać tutaj: ceny.





Jak widać 2013 r. był faktycznie przerwaniem dobrej passy z poprzednich lat. Jednak patrząc na pojedyncze kwartały można powiedzieć, że na słabe wyniki wpłynęły przede wszystkim pierwsze 2 kwartały 2013 r. 




Kurs

Aktualne wskaźniki wyglądają bardzo zachęcająco.
C/Z=6,0
C/WK=0,79
A jednak kurs jest blisko minimów i nie zważa na atrakcyjne wskaźniki. Z przerwami spada od początku listopada.
Ostatnio PZU TFI poinformowało o zejściu poniżej 5%.
Dlaczego tak się dzieje? Przecież wskaźniki wskazują na niedowartościowanie, II półrocze 2013 r. było bardzo udane, a wzrost gospodarczy powinien zwiększać zapotrzebowanie na granulat.

Czego nie widać, a rynek już wie
Zmierzam do wniosku z tytułu tego wpisu: "Czego nie widać, a rynek już wie". Czasem jest tak, że kurs zachowuje się niezgodnie z naszym odczuciem, co do spółki. I niestety wynika to z tego, że ktoś wie więcej niż my.

Spróbujmy się pobawić w Sherlocka Holmesa i wyjaśnić tę zagadkę.
Czytamy w liście Prezesa "W branży granulatów sztucznych Spółka kontynuuje wieloletnią współpracę partnerską z Basell Orlen Polyolefins Sprzedaż sp. z o.o. (BOPS) będącą głównym dostawcą granulatów tworzyw sztucznych do Spółki."
I patrzymy na zawarte znaczące umowy:
- 27 marzec 2012 r. (raport bieżący) - umowa dystrybucyjna z BOPS - kontynuacja poprzedniej umowy z 2010 r.  Obowiązuje do 31 grudnia 2013 r.
- 27 grudnia 2013 r. (raport bieżący) - aneks do umowy z BOPS - przedłużenie obowiązywania umowy do 31 marca 2014 r. 
i ... cisza.
A to oznacza, że Krakchemia straciła strategiczną umowę z BOPS - jedynym producentem w Polsce poliolefin.
Na stronie BOP ciągle figurują dwaj dystrybutorzy - Brenntag i Krakchemia, ale raportu o przedłużeniu umowy z BOPS nie ma, a ze spółki jest tylko informacja, że trwają negocjacje.

I zapewne to jest przyczyna słabego zachowania kursu.

PS. A teraz ciekawostka (bez żadnych podtekstów) - nie omieszkam zwrócić Waszej uwagi na życiorysy kilku osób z Rady Nadzorczej Krakchemii i jej Prezesa:
- Kazimierz Sowa - chyba jedyny duchowny w organach nadzorczych spółek giełdowych, brat marszałka województwa małopolskiego
- Marian Janicki - Generał Dywizji, wieloletni szef BOR (również za czasów katastrofy smoleńskiej)
- Andrzej Zdebski - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki i Pracy w latach 2001-2003

środa, 16 kwietnia 2014

Farm 51 - Deadfall Adventures?


  
The Farm 51 Group SA (F51) tworzy gry akcji 3D. Jak samo ocenia - jest to najbardziej prestiżowy i wymagający gatunek gier wideo. Produkcja tego typu gier obarczona jest największym ryzykiem - zazwyczaj budżet na grę jest znaczący i aby osiągnąć sukces trzeba sporo kopii takiej gry sprzedać i to za przyzwoitą cenę. To jest ryzyko, które materializuje się dopiero kilka miesięcy po wypuszczeniu gry w rynek.
No i przeglądając raporty spółki zapaliła mi się w głowie "czerwona lampka", ale po kolei.

Deadfall Adventures
Spółka (początkowo jako sp. z o.o.) istnieje od 2005 roku, a debiutowała na NewConnect w marcu 2012 r. Spółka współtworzyła hitowego Wiedźmina, ale też jest autorem gier: NecroVision, NecroVision Lost Company i Painkiller Hell & Damnation.
Jednak najważniejszym tytułem zapowiadanym od 2 lat z budżetem ponad 3 mln zł był Deadfall Adventures - gra przygodowa w stylu Indiana Jones, którego debiut nastąpił 15.11.2013 r. na PC.

Oczekiwania sprzedażowe "flagowego produktu" wynosiły 400 tys.egzemplarzy, a koszty miały zwrócić się przy ok. 200 tys. (link). Stworzenie gry kosztowało 3 mln zł (bez wydatków na promocję i marketing), a dodatkowo 1 mln zł ma kosztować wersja na PS3 (wywiad). Przedpremierowa sprzedaż  na platformie Steam zaczęła się we wrześniu 2013 r.  Debiut 15 listopada.
Należy podkreślić, że jest to najważniejszy projekt w dotychczasowej historii spółki zapowiadany od dawna, więc nie można obojętnie przejść nad nim bez oceny.

Pod koniec stycznia 2014 r. spółka poinformowała, że w listopadzie sprzedano 51,4 tys. kopii gry (zapewne z uwzględnieniem okresu przedpremierowego).
I ... cisza.
A to zapala wspomnianą "czerwoną lampkę"

Żadnych nowych informacji o sprzedaży. Jest już połowa kwietnia (5 miesięcy od premiery) i minął bardzo istotny okres przed świętami Bożego Narodzenia.
A przypominam mówimy o najważniejszym w historii Farm 51 projekcie, na który wydał rekordowe pieniądze! I naprawdę trudno uwierzyć, że w przypadku sukcesu byłoby tak cicho. Tak nie działa marketing sukcesu sprzedażowego .
Ta cisza niepokoi i niestety wzbudza obawy, że sprzedaż nie jest tak dobra jak oczekiwano.

Oceny gry niestety nie zachwycają - Metacritic.com 52/100, GameRankings.com 52,3/100.
"Deadfall Adventures miał potencjał, który nie został wykorzystany przez słaby system walki i sporo błędów technicznych. Same zagadki, to nieco zbyt mało, by produkcja wspięła się na wyższy pułap." (recenzja). Przy wysokiej cenie (39,99€ w Steam) to świetne recenzje i pozytywny szum muszą zachęcać do kupna. A tego brakuje.
Na koniec 2013 r. nie widać też wzrostu należności.

Zamiast danych o sprzedaży lawinowo pojawiły się za to informacje ze spółki o sukcesie trailera nowej gry "Get Even", którą teraz chce produkować The Farm 51.
W polityce funkcjonuje coś takiego jak odwracanie uwagi od istotnych spraw. A ten nawał oficjalnych zachwytów nad "Get Even" tuż po wprowadzeniu do sprzedaży "Deadfall Advantures" - najważniejszego projektu spółki - na takie coś wygląda. W I kwartale miała się pojawić wersja na PS3 - miały na nią pójść spływające pieniądze z wersji na PC. Ale o wypuszczeniu wersji na PS3 na razie cisza, a spółka zaczęła oferować nowe obligacje.

To są tylko "poszlaki" bez twardych dowodów, więc może okazać się, że po cichu sprzedaż sobie idzie i będzie dobrze. 

Wyniki finansowe
Budżet "Get Even" ma być znacząco większy od DA. "To, czy budżet będzie dwa czy trzy razy większy, zdecydują posiadane środki, a to zależy od sukcesu „Deadfall Adventures" – mówił Prezes Siejka. (artykuł), ale też dla odmiany "Budżet Get Even kształtować się będzie na poziomie 5 mln zł." (wywiad). Tylko za co powstanie "Get Even"?

Wyniki spółki pozornie wyglądają bardzo dobrze. Przychody w 2013 r. rekordowe 5,07 mln zł (+90%), zysk netto 1 mln zł (w 2012 r. zaledwie 20 tys. zł).
Byłoby super, gdyby nie to, że:
- w dużej części przychody są memoriałowe (pisałem o tym przy okazji i3D i Bloober) - 2,24 mln zł to zmiana stanu produktów - jest to zapis księgowy wynikający z zasady adekwatności przychodów do kosztów. Inaczej mówiąc spółka poniosła koszty na wytworzenie produktów, które oczekuje, że sprzeda w przyszłości, ale już część księguje w przychodach (pomimo, że nic nie sprzedaje), aby nie było skoków typu - przez 2 lata same koszty, a potem jednorazowy zysk. Nie dziwi Was, że w raporcie za IV kwartał jest m.in. taki komentarz "o dynamicznym wzroście przychodów przesądziła (...) intensyfikacja prac nad Get Even (!)". Jeszcze nie ma "Get Even", a już są księgowane przychody! To jest fenomen księgowości producentów gier. W latach 2011-2013 r. spółka pokazała łącznie 9 mln przychodów, z tego aż 5 mln to "zmiana stanu produktów" - produkcja na magazyn.

Ale taki zapis księgowy niestety "zaciemnia" sytuację, bo poprawia mocno wyniki domniemanymi faktami z przyszłości, a gdy nie zrealizuje się zakładana sprzedaż, to spółka powinna wykazać stratę. Chyba, że dokona się kolejnego zabiegu księgowego :)
Warto porównać sprawozdania za III i IV kwartał 2013 r. Kilka pozycji się mocno pozmieniało.
W 2011 r. 1,2 mln, w 2012 r. 1,6 mln i w 2013 r. 2,2 mln spółka księgowała w przychodach w pozycji "zmiana stanu produktów". W efekcie rosły zapasy - były to tony kB  stworzonych do gier, które dopiero będą sprzedawane. W grudniu 2012 r. zapasy wynosiły 3,3 mln zł (w tym: INDY 2,4 mln, EVIL 0,3 mln, starocie 0,6 mln) , we wrześniu 2013 r. już 5 mln, a w grudniu 2013 r. tylko 1,4 mln. Co stało się z zapasami? Zostały przeksięgowane w aktywa trwałe (wnip). Łącznie zapasy i wnip to 5,5 mln zł. Jaki jest tego sens? Ano taki, że teraz są to już moduły, które będą wykorzystywane w przyszłości do kolejnych produkcji. I audytorowi trudno się do tego przyczepić,  bo jak udowodnić, że spółka nie wykorzysta tych modułów w przyszłości.
Od razu poprawiły się przepływy operacyjne, bo koszty zeszły na poziom wydatków inwestycyjnych. No same korzyści. Ale to wszystko trzeba finansować!
- zadłużenie spółki rośnie, choć nie jest jeszcze niepokojąco duże. W 2011 r. zobowiązania wynosiły 0,31 mln, w 2012 r. 1,59 mln, w 2013 r. 2,75 mln zł. Przepływy finansowe pokazują ile spółka pozyskiwała nowych środków na swoją działalność - w 2011 r.  1,9 mln, w 2012 r. 2,2 mln, w 2013 r. 1,2 mln. Dzięki komercjalizacji Painkillera i Deadfall Advantures spółka mniej potrzebowała środków zewnętrznych, ale ciągle to były jednak kolejne wpływy do spółki i wzrost zadłużenia.
Dlatego dobrze by było, żeby DA przyniósł realny dochód pieniężny, bo licząc obecny dług (który trzeba zrefinansować) i budżet na "Get Even" spółka potrzebuje sporo środków.

Podsumowanie
Analiza producentów gier komputerowych jest trudna, bo długi proces produkcyjny powoduje, że pojawiają się w sprawozdaniach nietypowe księgowania, które jednak warto rozumieć.
Dla The Farm 51 Group rok 2013 miał być przełomowy - wypuszczenie własnej gry "Deadfall Advantures", która miała przynieść spore realne zyski. Na razie niestety cisza ze strony spółki odnośnie sprzedaży niepokoi, a przy słabych recenzjach może okazać się, że DA nie będzie oczekiwanym sukcesem.
W międzyczasie PR-owo zwiększył się nacisk na promocję projektu "Get Even", ale do jego realizacji potrzeba sporo pieniędzy i pozyskanie ich będzie kluczowym zadaniem Farm 51.
I tego im życzę.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Jak wygrywać konkursy? Prosty przepis.


Inspiracją do tego wpisu jest ogłoszony właśnie przez portal money.pl konkurs na "Ekonomiczny Blog Roku". Firmują temu przedsięwzięciu tacy ludzie jak m.in. Prezes GPW Adam Maciejewski, Leszek Czarnecki, Prezydent Wrocławia i Poznania. Wydawać by się mogło poważna sprawa. 
I ja postanowiłem napisać Wam, jak 
KAŻDY Z WAS MOŻE ZOSTAĆ MISTRZEM INTERNETOWYCH BLOGÓW. 
Każdy!!! Nawet jak nie potrafi poprawnie pisać po polsku.

Konkurs trwa tydzień i widać, że oddźwięk w społeczeństwie jest duży - lider ma 800 głosów, kolejni po 500-600.

Okazuje się, że najbardziej nas, ludzi związanych z ekonomią interesuje Prawo spadkowe (!!!), Nieruchomości i Sztuka Marketingu. No bo wiadomo, że Ekonomiczny Blog Roku nie powinien być o ekonomii.
Szczególnie musi być ciekawy blog młodego aplikanta adwokackiego o Prawie spadkowym. Każdego z nas to interesuje i po nocach czytamy z wypiekami na twarzy o postępowaniu spadkowym. Młody aplikant adwokacki pokazał wszystkim jak tworzyć najlepsze blogi ekonomiczne (?) w Polsce. I otrzymał już 800 like'ów w nagrodę.

A teraz przechodzę do sedna:
Jest jeszcze czas, żebyś został najlepszym blogerem ekonomicznym w Polsce.

Przepis jest bardzo prosty, upadłem na głowę i Ci zdradzę:
1. Załóż blog - zajmuje to kilka minut i jest naprawdę łatwe (jakby nie było, to nie byłoby tylu pisarzy w sieci)
2. Napisz 2-3 wpisy. Nie muszą być mądre, byle by tytuły plus-minus były o ekonomii. Możesz nawet sobie pokopiować coś z internetu. Zawartość jest najmniej ważna.
3. Zgłoś do konkursu na Ekonomiczny Blog Roku 
4. Wejdź na Allegro, wyszukaj hasło "Facebook like" (allegro) i kup 1000 like'ów za 10 zł.
5. Twój blog zostanie najlepszy!. A jakby było mało, to wróć do pkt. 4 i ponów to tyle razy, aby Twoi konkurenci zrezygnowali z dalszego kupowania like'ów.

Prawda, że proste i skuteczne! 5000 zł nagrody jest Twoje.

PS.1 Kiedyś moje dziecko przegrało z kretesem w takim konkursie "like'owym" i wtedy ktoś przedstawił mi mechanizm wygrywania takich konkursów. Żenujące... Nie wierz nigdy w ilość like'ów!

PS.2 Mimo wszystko, jeżeli znalazłeś na tym blogu coś ciekawego - zagłosuj na mój blog (kliknij obrazek w prawym górnym rogu, a potem jeszcze raz na ikonkę Like). Będzie to coś miłego dla mnie. Człowiek lubi być doceniany za to, co robi :). 
Oj kończę, bo już zaczyna być sentymentalnie.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Admiral Boats


Admiral Boats to producent łodzi z Bojana w woj. pomorskim, który jest notowany na NewConnect. Spółka w poprzednich latach bez problemu uplasowała kilka emisji akcje, które zostały objęte m.in. przez instytucje finansowe (Ampico, Aviva) oraz obligacje, które notowane są na Catalyst.


Podstawowym produktem spółki są łodzie motorowe - zarówno takie, jakimi można sobie powolutku popłynąć, aby zarzucić wędkę na środku jeziora, jak i szybkie "ścigacze", które mają dać sporo frajdy posiadaczowi. Główne rynki zbytu: Holandia, Niemcy, Norwegia.
Sprzedaż łodzi jest bardzo sezonowa, dlatego nowymi segmentami działalności, które rozpoczął Admiral Boats są :
- produkcja elementów z laminatu dla przemysłu
- produkcja elementów stalowych
Spółka wykonała już pierwsze prace w tych obszarach, ale ciągle jest to dla nich nowość, która ma się dopiero rozwijać.

W 2013 roku spółka zakupiła od syndyka tereny stoczni w Tczewie. Jest to stocznia rzeczna, mocno zniszczona przez ostatnie lata, w których nie była realizowana produkcja. Wymaga więc sporo nakładów inwestycyjnych, które będą obciążać wyniki spółki. Zakup ten był jednak strategiczną decyzją, bo tu ma się koncentrować działalność produkcyjna spółki (link). Tutaj uruchomiona została produkcja laminatu technicznego, montaż łodzi i produkcja przyczep (link). Tu mają być też realizowane zamówienia na produkty stalowe.
Zakup stoczni to istotny wzrost aktywów trwałych, ale też pojawienie się w rozliczeniach międzyokresowych ujemnej wartości firmy, która ma być rozliczana przez 14 lat zwiększając przychody o blisko 1 mln zł rocznie.

Stocznia dziś:


Stocznia jutro (?):

Tak jak różni się obecny stan stoczni od wizji, tak Admiral Boats zrealizował swoje prognozy na 2013 r. Spółka zapowiadała 65,9 mln zł przychodów i zysk netto 6,4 mln zł. Ostatecznie uzyskała 48,6 mln zł przychodów i zysk zaledwie 2,3 mln zł. Tłumaczenie spółki niższych wyników zakupem stoczni jest delikatnie mówiąc mało przekonujące i ja mam raczej wrażenie, że celem tych prognoz było skuteczne uplasowanie emisji nowych akcji w 2013 r. Również w 2012 r. wynik był niższy od prognozy, a tym samym należy ostrożnie podchodzić do prognoz, obietnic i wizji przedstawianych przez spółkę.
Rozczarowanie wynikami spowodowało, że kurs od szczytu w połowie 2013 r. osunął się o ponad 50% w pobliże ceny emisyjnej 70 gr. I jest to bardzo ważny poziom, bo ile na razie można mówić o spadku wynikającego z podaży nowych akcji wprowadzanych do obiegu i sprzedawanych z zyskiem to, przełamanie 70 gr może oznaczać utratę u inwestorów wiary w dynamiczny rozwój Admirala.


Wynik spółki obciążony jest wysokimi kosztami finansowymi oraz zdarzeniami jednorazowymi. O ile nie będzie przykrych niespodzianek to wynik w 2014 r. powinien być wyższy.
C/Z=23,8
C/WK=1,57
Aktualne wskaźniki finansowe pokazują, że giełda ciągle optymistycznie patrzy na przyszłość Admiral Boats oczekując dynamicznego rozwoju.

Podsumowanie
Wydaje się, że Admiral Boats ma duży potencjał rozwoju. Zakup stoczni w Tczewie był istotnym wydarzeniem, które mocno wpłynie na przyszłość spółki. Jednakże znacząca rozbieżność pomiędzy prognozą, a osiągniętymi wynikami w 2013 r. powoduje, że z ostrożnością należy podchodzić do planów spółki czekając, aż słowa zamienią się w fakty. A to może utrudniać ruch kursu na północ. Warto patrzeć na zaudytowany raport za 2013 r. po zamieszaniu w księgach po zakupie stoczni, a także na wyniki kolejnych kwartałów, szczególnie obserwując rozwój nowych segmentów spółki.


piątek, 11 kwietnia 2014

Kompleks

Grupa Konsultingowo–Inżynieryjna Kompleks SA ma swoją niszę i jest w niej liderem. To największy dostawca na rynku basenów publicznych.

Obecna jest też w dynamicznie rozwijającym się rynku sprzedaży basenów prywatnych. Osobnym segmentem jest produkcja dla przemysłu rur kompozytowych Termo-Tech i systemów wentylacji chemoodpornej Chemo-Went.
rurociąg_Termotech

W 2011 roku GKI Kompleks SA debiutował na rynku NewConnect pozyskując bez problemu 3,875 mln zł (redukcja zapisów wyniosła 30%). Środki te zostały przeznaczone na uruchomienie i rozwój produkcji systemów z tworzyw sztucznych dla przemysłu - Termo-Tech i Chemo-Went. Ma to być druga noga, na której oprze się rozwój grupy i która staje się priorytetową w obliczu spowolnienia, jakie odczuł rynek inwestycji w nowe baseny. Efekty działań w tym segmencie widać w przychodach ze sprzedaży w pierwszych miesiącach bieżącego roku.

Wyniki
2013 rok nie był udany dla GKI Kompleks. Przychody ze sprzedaży (20,9 mln zł) spadły aż o 19% r/r, zysk ze sprzedaży (0,97 mln zł) o 46% r/r, a zysk netto (0,48 mln zł) m.in. w związku z utworzonymi odpisami na należności obniżył się o 50% r/r. Debiutując na NC spółka deklarowała coroczną wypłatę dywidendy, na którą będzie przeznaczać co najmniej 50% zysku. Za 2013 r. ma to być 5 gr na akcję, co daje stopę dywidendy 3,7%.
C/Z=17,7
C/WK=0,83
Początek bieżącego roku wygląda na oczekiwaną przez spółkę poprawę wyników. Przychody ze sprzedaży po pierwszych 2 miesiącach są wyższe o 43 r/r.
Jednocześnie spółka deklaruje, że dzięki wyższej sprzedaży systemów Termo-Tech i Chemo-Went wzrosła rentowność sprzedaży do 6% (w 2013 r. 4,6%), co dałoby ponad 200 tys. zł zysku na sprzedaży.
Szykuje się więc rekordowy wynik za I kwartał, gdyż dodatkowo w związku z ugodą z wierzycielem w marcu rozwiązana została rezerwa w kwocie 457 tys. zł. 

Rysy na pozytywnym obrazie grupy
I tu wchodzimy w te mniej pozytywne informacje.
Rozwiązanie rezerwy nie wynika z otrzymania środków pieniężnych, a jedynie z nabycia nieruchomości od wierzyciela i wzajemnej kompensacie, gdzie dodatkowo Kompleks zapłacił 750 tys. zł. Jest to więc niepracująca nieruchomość kupiona za 1,2 mln zł, która dopiero ma być sprzedana. W księgach jest też inna niepracująca nieruchomość - teren kupiony za 0,9 mln zł w WSSE Invest-Park w Wałbrzychu, gdzie miał być budowany zakład produkcyjny, a obecnie jest ona na sprzedaż.

Niepokojącą sytuacją jest wysoki poziom należności - na koniec 2013 r. wynosiły one 9,4 mln zł, co przy rocznych przychodach 20,9 mln zł powoduje, że wskaźnik obrotu należnościami wynosi aż 164 dni (w 2012 r. 143 dni, w 2011 r. 118 dni, a w 2010 r. 91 dni). A więc niestety on rośnie, co sygnalizuje kłopoty z terminowym odzyskiwaniem należności. W 2013 r. grupa zaksięgowała ponad 200 tys. zł odsetek w przychodach finansowych, z których większość to odsetki od niezapłaconych należności. 

Podsumowanie
Po słabym 2013 roku GKI Kompleks pokazał pozytywne informacje w pierwszych miesiącach 2014 roku dzięki zwiększeniu sprzedaży systemów dla przemysłu. Ta działka powinna stać się drugą nogą grupy. Szykuje się rekordowy wynik za I kwartał w związku z rozwiązaniem rezerwy na należności zagrożone. Jednak niepokoi ogólnie wysoki poziom należności i rosnący wskaźnik obrotu należnościami, co rodzi ryzyko tworzenia odpisów w kolejnych okresach.

PS. Raport miesięczny za marzec opublikowany dziś (14.04) niestety nie potwierdził dobrej passy sprzedażowej z początku roku. W marcu 2014 r. przychody były o 2% niższa niż rok wcześniej. Natomiast wynik faktycznie był wyjątkowo wysoki. (raport za marzec )